Pierwsze spotkanie – dziesięć lat później. Idealny sposób na odświeżenie pamięci!

Pierwsze spotkanie – dziesięć lat później. Idealny sposób na odświeżenie pamięci!

„Kiedyś było inaczej!”. Mówisz tak swojemu mężczyźnie? Bo ja mówię. Kiedyś wszystko smakowało lepiej i dostarczało większej adrenaliny. Dlaczego? Bo było pierwsze! Tak, jak pierwsza randka – Wasza pierwsza randka.

No właśnie: Wasza pierwsza randka… Pamiętasz? Gdzie byliście?

Z moich czasów pamiętam kilka wariantów:

  • Opcja „nie odchodź daleko” – spotkanie pod blokiem, obowiązkowo w okolicy trzepaka, czy ławki, która za dnia okupowana była przez emerytów!
  • Opcja „wracaj szybko!” – randka w parku! Na dojście do parku traciło się znaczą ilość czasu przeznaczonego na spotkanie, ale… chwila intymności (pozornej) i kontakt z naturą robiły swoje!
  • Opcja „masz tu na gumę (!) i na coś do picia” – kierunek? Kiosk! Zakupy? Gumy balonowe Donald i do picia obowiązkowo oranżada!

Tęsknisz za tym, prawda? No cóż – czasu nie cofniesz, ale… wspomnienia możesz przywrócić!

Zamiast na randkę do kina, połączoną z wybieraniem nowego telefonu, jaki oferuje Wam sieć komórkowa, idźcie szlakiem Waszych wspomnień!

Morza szum…

Jeśli więc poznaliście się w Niechorzu na kolonii – pakujcie walizkę! Wasz kawałek plaży, sosna i wydma dalej tam są (choć wydmę ciężko będzie odszukać…). Zamówcie gofry i koniecznie kupcie sobie wspólną pamiątkę! A jeśli z tamtych wakacji wróciłaś ze wspólnym zdjęciem – koniecznie zaktualizujcie je – zróbcie kolejne, w tym samym miejscu – to idealny prezent na kolejną rocznicę…

Mam woreczek z muchomorkiem!

Gdy byliście dziećmi mieszkaliście w tej samej miejscowości. Poznaliście się w przedszkolu, później Wasze drogi się rozeszły, a później znowu zeszły i tak jakoś wyszło, że… jesteście razem! Moja propozycja? Jedźcie razem do tego przedszkola – pracuje tam na pewno przynajmniej jedna kucharka, która pamięta, jak Twój ukochany nasikał do szuflady, a Ty… nie… Ty nigdy nie zrobiłaś nic równie głupiego. ☺

Tak czy inaczej, to świetne miejsce na odświeżenie Waszej pamięci i na ogrom radosnych wspomnień! Kto z nas nie odczuwa sentymentu do… przedszkolnych lat?

Taki z Ciebie zuch!

Nie, nie byłaś harcerką. Byłaś… zuchem! A Twój facet? O la, la! Drużynowy! Poznaliście się przy rozbijaniu obozowiska – to wtedy wbiłaś sobie w rękę śledź do namiotu – specjalnie po to, by mógł Cię opatrzyć! I zaiskrzyło… Wiesz już, co mam na myśli, prawda? Spakuj plecak (pakuj wszystko – jako drużynowy to on go poniesie) i… wróćcie się w czasie! To idealny moment na to, aby wykorzystać jedno z opuszczonych przez harcerzy obozowisk – od tygodnia nastolatki znowu pokutują na lekcjach, a Wy… możecie rozpalić ognisko i delektować się ciszą!

Studenckie czasy!

Jak się poznaliście? Nic ciekawego… po prostu. Na jednej ze studenckich imprez on powiedział, że jeśli nie wyjdziesz za niego za mąż, to wyskoczy przez okno… A, że z Ciebie taka dobra duszyczka (bo nawet skok z parteru może źle się skończyć), to zgodziłaś się. I tak jakoś wyszło. I wychodzi dalej.

Super! Macie kontakt z innymi ze znajomymi z czasów studenckich? Proponuję mały zlot – na odświeżenie Waszych znajomości. Przy okazji Ty i Twój facet przypomnicie sobie odrobinę tamtej atmosfery.

I jak? Może na tym poprzestanę, bo takich pierwszych spotkań można naliczyć tyle, ile par jest na całym świecie. Niezależnie od tego, w jakich okolicznościach się poznaliście – możecie do tego wrócić!

Życzę Wam więc… udanych powrotów!

♥❤♥❤♥❤♥❤♥❤♥❤♥

A te bywają całkiem przyjemne…

♥ ❤♥❤♥❤♥❤♥❤♥❤♥

Ten wpis został opublikowany w kategorii inspiracje, porady i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Aneta K.

    Czytam teraz ten tekst (który wrzuciłaś Martynko w pierwszą rocznicę naszego ślubu) i właśnie mija nam w tym roku 10 lat od czasu poznania się w szkolnych okolicznościach. Chyba muszę odszukać wychowawczynię męża. 😉 Uczyła mnie przyrody i zawsze powtarzała (w czwartej klasie podstawówki), że z tego jej wychowanka to będzie kiedyś dobry mąż. Miała rację! 🙂

    • MartynaObsessive

      No widzisz Aneta! Takie powroty to świetny pomysł! 🙂